wedkarstwo, wedkarstwo splawikowe, wedkarstwo gruntowe, wedkarstwo spiningowe, wedkarstwo morskie, wedkarstwo muchowe, muszkarstwo, sklep wedkarski, wedkowanie, lowienie ryb, porady dla wedkarzy, blog wedkarski, wedkowanie,sklep wedkarski polkowice, sklep wedkarski lubin, sklep wedkarski, akcesoria wedkarskie, sklep spinning, sklep muszkarstwo, sklep splawik, splawiki, muszkarstwo, zanety, plecionki

Wędkarski obiektyw

Bambusowe kije samobije.

 

Porozmawiamy o wędkach. Wędkach spinningowych, jasna sprawa... Żeby jednak nie było za łatwo, zaczniemy od gruntówek. Spokojnie, już wyjaśniam... Swego czasu (pracowałem wtedy w sklepie wędkarskim) niezwykłym wzięciem cieszyła się odmiana gruntówek zwana feederem. Naturalnie są one popularne również dzisiaj, ale to właśnie parę lat temu młodsi bracia pickerów i quiverów przeżywały swoje pierwsze chwile sławy. Dowcip polega na tym, że w języku polskim nazwę takich wędzisk bardzo wygodnie wymawia się 'federy', zamiast 'fidery' (feed znaczy po angielsku karmić, co nasuwa oczywiste skojarzenie z koszykiem zanętowym). Nie, nie jestem zatwardziałym purystą jeśli chodzi o wymawianie obcojęzycznych terminów, najważniejsze że każdy wie o co chodzi. Istnieje mnóstwo przedziwnych mutacji nazw sprzętu i terminów z branży wędkarskiej, na które idzie się z czasem uodpornić. Z drugiej strony, nie jestem zupełnie pozbawiony poczucia humoru, więc kiedy klient poprosił mnie o niedrogiego 'Federera', z trudem powstrzymałem śmiech. Nie wiem, czy Roger Federer łowi ryby (nie spotkałem go nigdy nad wodą...), ale zabawne przejęzyczenie nawiązujące do legendy tenisa daje wyobraźni pole do popisu. Nie znam się na sprzęcie do gry w tenisa, ale jestem całkowicie przekonany, że tak wybitny zawodnik korzysta z rakiet najwyższej jakości. Poważna firma (pasjonat sportu pewnie podpowie jaka...) produkuje z kosmicznie zaawansowanych materiałów i przy użyciu równie kosmicznych technologii ultralekkie, hiperwytrzymałe i superfinezyjne cacuszka. Po co to wszystko?... Czyżby we wspaniałej rakiecie tkwił sekret sukcesów Szwajcara?... Niekoniecznie. Przecież wszyscy zawodnicy ze światowej czołówki korzystają z równie doskonałych modeli. Oczywisty wydaje się wniosek, że to forma i klasa gracza robią różnicę... No dobrze, ale skoro tak, Roger mógłby grać modelem dostępnym w supermarkecie. Ba, jestem przekonany, że siedmiokrotny zwycięzca Wimbledonu (w tym 5 razy z rzędu...) pokonałby mnie nawet starą patelnią. Nawet gdybym grał jego osobistą rakietą, za którą mógłbym kupić niezły samochód. Mimo to patelni na kortach US Open nie uświadczymy. Wraca więc pytanie: sprzęt czy umiejętności?...

Jaki jest mój morał bajki o bambusowym dziadku? Istotnie, jak ktoś potrafi łowić, to poradzi sobie jakoś mając nawet słaby sprzęt, a pozbawiony pomyślunku i wyobraźni wędkarz... cóż, kariery nad wodą nie zrobi. Jest jednak drugie dno tej historyjki. Gdyby i dziadek, i wędkarze posiadali TAKI SAM sprzęt, dysproporcja w wynikach byłaby jeszcze większa... Niezależnie od umiejętności, odpowiednio dobrany sprzęt nam pomaga, a badziewny – poważnie nas ogranicza. Dlatego czy jesteś początkującym wędkarzem, czy starym wyjadaczem, jest to niezwykle ważna kwestia. Oczywiście na zestaw składa się mnóstwo ważnych elementów. Obiecałem jednak, że zastanowimy się nad wędkami. Pogadajmy więc o wędkach.

Dla kontrastu podam przykład z innej beczki. Oglądałem niedawno film o spinningowaniu na Odrze, w którym wędkarze ze względów czysto marketingowych (bo przecież nie dla przyjemności...) nie łowili swoim sprzętem, a dostarczonym przez sponsorów. Nazwy firmy nie wymienię, ale cieszy się ona raczej niezasłużoną estymą. Kleniowe zestawy, małe obrotówki, woblerki, niby wszystko jest w porządku... Ale podczas holu kolejnych kleni i jazi wyraźnie widać, że projektant wędki miał wyraźne zamiłowanie do kątów prostych. Kij jest nienaturalnie przesztywniony, ugina się 'kwadratowo'. Życie, jak to często bywa, szybko zweryfikowało jego możliwości. Po zacięciu suma (faktem jest, że naprawdę wielkiego) kij nie wytrzymał zdecydowanego (z konieczności) holu i... widowiskowo trzasnął w połowie długości. Ryba widać nie rozumiała praw marketingu i oczywiście odpłynęła w siną dal. Co ciekawe: odniosłem wrażenie, że przy kolejnym sumie, mimo że mniejszym i zaciętym na 'dorosłym' sumowym sprzęcie, ten sam wędkarz holował niezwykle zachowawczo. Właściwie niemal nie obciążał kija. Nie dziwię się mu ani trochę, poprzedni patyk dosłownie eksplodował! Czy na swojej własnej wędce zmusiłby suma do kapitulacji, pozostaje kwestią otwartą. Ale pamiętajmy, że więcej niż dwa zbiegi okoliczności... Taak.

 

 

Prawda, Roger?...


Jeden sierpniowy dzień... z mgły w upał.

Woda na bardzo niskim poziomie a my odwiedziliśmy nową miejscówkę...